Bakłażan...
Podobał mi się od dawna ale była to miłość platoniczna.
W takich przypadkach zwykle boję się, że gdy pójdę o krok dalej, że gdy bliżej się poznamy czar pryśnie...zwlekałam więc z kolejnym krokiem aż pewnego dnia sam zawitał w mojej kuchni...
Potraktowałam to jako znak, że dość zwlekania. Skoro jest, to trzeba go wykorzystać;)
Nie opierał się nawet...;P
Poszukałam, pomyślałam i stwierdziłam, że nie będę tym razem kombinować więc do towarzystwa dodałam jeszcze:
8 całych pomidorów (mogą być z puszki i wtedy co najmniej jedna)
3 ząbki czosnku
oliwa z oliwek (potrzebne do podsmażenia)
bazylia
serek topiony (śmietankowy)
sól i pieprz
makaron (rurki)
Bakłażana (po umyciu) pokroiłam w plastry
(o ok centymetrowej grubości) a potem w paski (ta sama grubość).
Tak przygotowanego bakłażana odłożyłam do osobnej misy i posoliłam (poczekał w takim stanie ok 20 min). W tym czasie przygotowałam pomidory (obrałam ze skórki po wcześniejszym sparzeniu i pokroiłam w kostkę) i czosnek (pokroiłam w drobną kosteczkę).
Teraz wystarczyło już tylko nastawić wodę na makaron i patelnię z oliwą. Na rozgrzany tłuszcz wrzuciłam czosnek, który po chwili się zarumienił mówiąc w ten sposób, że czas na naszego bohatera.
Bakłażan i czosnek...co za zapach. Wystarczyło chwilę poczekać aż paski tego fioletowego warzywka nieco zmiękną i można było przełożyć z patelni do miski (żeby nie zrobiła się z nich papka). Patelnię wypełniłam następnie pomidorami, które musiały chwilę odparować. W tym czasie do gotującej się wody wrzuciłam makaron.
Kiedy pomidory były już "odwodnione" wrzuciłam do nich bakłażana i serek topiony, który ładnie się rozpuścił nadając kremową konsystencję i lekko śmietankowy posmak.
Na koniec do bakłażana w pomidorach dodałam pieprz, sól (wg. smaku) odrobinę bazylii i makaron.
Było pysznie a moja znajomość z bakłażanem wskoczyła na inny, lepszy poziom.
Obiecuję, że będę ją rozwijać:)



